Menu TSS Stefan Batory, 1971 r.

menu tss batory menu tss batory

Menu TSS Batory z 1971 r. Na okładce kapitan tańczący z damą-syreną. Niestety nie wiem kto jest autorem ilustracji (Jerzy Flisak?).

TSS Stefan Batory był liniowcem Polskich Linii Oceanicznych w latach 1968-1988. Następca MS Batory. Oto co mogli zjeść pasażerowie „Stefana” we wrześniu 1971 r. na kolacji pożegnalnej:

Homar na zimno Grammont
Barszcz czerwony z pasztecikiem
Krem z żółwia z groszkiem ptysiowym
Sandacz po holendersku
Kurczę Doria
Bukiet z jarzyn
Sałatka Barcelona
Kompot francuski
Lody bomba Comtesse Sarah
Kosz owoców

Zainteresowanym historią TSS Batory i jego kuchnią polecam stronę http://stefanbatoryoceanliner.weebly.com gdzie znajdziecie m.in. zdjęcia, broszury, wywiady i wspomnienia powiązane z transatlantykiem. Wśród nich niezwykle ciekawe wspomnienia kucharza okrętowego opisujące niektóre specjały z powyższego menu. Oto fragment:

…Tam, na statku, zapominało się o Polsce. Podczas gdy renomowana kuchnia Grand Hotelu w Sopocie karmiła mielonymi befsztykami albo sznyclem po wiedeńsku, my serwowaliśmy langusty i przepiórki. Z gestem i elegancją, bo w końcu „Batory” nazywany był „pływającym ambasadorem PRL”. Rozpieszczaliśmy naszych pasażerów „szwedzką płytą”, czyli podawaną na srebrnej tacy górą zimnych mięs w wybornych sosach… – rozmarza się.  (…)

Każdego dnia piekarnia przygotowywała 200 kilogramów bułek i chleba, a kucharze wbijali do potraw 2,5 tysiąca jaj – wspomina jeden z „królewskich” kucharzy. Zanim „Batory” odbił od nabrzeża, ochmistrz do prowiantu i szef kuchni (a był nim wtedy Wacław Dusza) zapełniali okrętowe spiżarnie. To było szczególnie odpowiedzialne zadanie – w czasie kilkutygodniowego rejsu nie mogło przecież niczego zabraknąć. Statek zabierał z Gdyni 3 tony drobiu, 10 ton mięsa i wędlin, 4,5 tony ziemniaków i warzyw, tysiące puszek, skrzynek wina i innych trunków, tony cukru, kilkaset worków herbaty i kawy. – Produkty pochodziły z Baltony, ale były i takie delicje, które trzeba było kupić za granicą. W portach, do których zawijaliśmy, uzupełnialiśmy zapasy świeżych warzyw i owoców, ryb czy zółwiego mięsa. A w Anglii kupowaliśmy lód, specyficzny krystaliczny lód, który był tak plastyczny, że można było w nim rzeźbić. Dłutem i piłami wycinaliśmy z niego puchary, postaci zwierząt, cuda natury – wspomina pan Ryszard.(…)

Kulinarną stolicą „Batorego” była ogromna kuchnia na trzecim pokładzie idąc od dołu (wszystkich było dziewięć). – Mieliśmy wszelkie mechaniczne udogodnienia, np. rożny, w których jednorazowo piekło się 25 kurczaków, frytownice, maszyny do porcjowania kotletów, gigantyczny ekspres, który jednorazowo zaparzał tysiąc filiżanek kawy. Codziennie od 6 rano do 12 w nocy 44 rzeźników, piekarzy, cukierników, pomocników i mistrzów przygotowywało 800 zestawów posiłków, bo tylu pasażerów należało nakarmić – mówi kucharz z „Batorego”. Najtrudniejszą rzeczą było urozmaicanie posiłków. Ochmistrz pilnował, by żadna potrawa nie była nawet podobna do jakiejkolwiek serwowanej w ostatnich trzech dniach. Jeśli znalazł takową, momentalnie wykreślał ją z karty, która drukowana była z dwudniowym wyprzedzeniem. W dobie komputerów urozmaicanie dań byłoby zajęciem dziecinnie łatwym, jednak wtedy, zwłaszcza pod koniec rejsu, trzeba było codziennie analizować zapasy w magazynie i nieźle się nakombinować, by jadłospis urozmaicić. Ta zasada nie dotyczyła śniadań. Pasażerowie mieli zawsze do wyboru na pierwszy posiłek kilka zup, jajka pod każdą postacią, dżemy, miód, spory wybór wędlin, kilka rodzajów pieczywa, sery, słone biszkopty, kawę, herbatę, mleko, kakao i kilka rodzajów herbatek ziołowych – opowiada pan Ryszard. (…)

Co serwowała kuchnia? – Pamiętam, że najdłużej celebrowanym przez pasażerów posiłkiem była kolacja, toteż dokonywaliśmy cudów, by pasażerowie zasypiali syci i rozanieleni smakiem potraw. Oto przykładowe kolacyjne menu: trzy zupy – consomme Dolores, pieczarkowa z makaronem i chłodnik truskawkowy z kostką z kaszy manny, jako przystawka gorąca – rosyjski kulebiak z masłem, pierwsze danie główne – węgorz z sosem cytrynowym, potem kaczka z jabłkami, dalej cynaderki duszone z kaszą gryczaną. Uzupełniały to jarzyny: kapusta czerwona z winogronami, duszone bakłażany i marchewka glazurowana. Były też zimne zakąski, np. rostbef wołowy, gotowany boczek, kiełbasa myśliwska. Na deser – mus ananasowy. Smaczne, prawda? – pyta retorycznie, bo na sam dźwięk nazw potraw, które rejsowiczom serwowano, ślina nie cieknie, lecz wytryska… Podobne potrawy przeważały, kiedy „Batory” płynął do Ameryki. Gdy wracał i wiózł Polonusów, kucharze nie nadążali z lepieniem pierogów z kapustą i grzybami, ruskich, z białym serem, nie nadążali smażyć kotletów schabowych, przygotowywać golonki czy polskich kiełbas. Polonusi tęsknili za starym krajem, za jego tradycyjną kuchnią.

(…) Jednak najważniejszym wydarzeniem każdego rejsu był tradycyjny bal kapitański. Załoga ubierała z tej okazji granatowe, galowe mundury. Po kolacji, niezwykle wykwintnej, zespół prosił do tańca. Bal kończył się bladym świtem. – Tęczowy pstrąg wędzony z oliwą truflową i pomidorami, zupa żółwiowa, polędwica wołowa marynowana w puszystym sosie estragonowym, to pamiętam. Ale zawsze wspominać będę z nutką nostalgii punkt kulminacyjny każdego balu kapitańskiego, czyli płonące lody „Bomba Victoria”… Nikt na świecie nie potrafił tak podać lodów. Z angielskiego lodu, o którym już wspominałem, wycinaliśmy przedziwne figury. Na tych figurach spiętrzaliśmy góry lodów, dekorowaliśmy je rozetką z cytryny, w którą wkładaliśmy kostkę cukru nasączoną spirytusem. Stewardzi zapalali cukier przed wejściem na salę. W jadalni gaszono światła, wtedy wkraczali. Za każdym razem, a widziałem ten rytuał kilkaset razy, robił niesamowite wrażenie…

One thought on “Menu TSS Stefan Batory, 1971 r.

  1. Pingback: Menu MS Batory | Vintage Design Blog

Comments are closed.