Gadżety reklamowe anno domini 1930

stare gadżety reklamowe

Kalendarzyk reklamowy PKO 1936 r, proj. Wacław Siemiątkowski (?)

stare gadżety reklamowe

Przedwojenny ołówek reklamowy A.J. Ostrowski – Sklad papieru i materiałów piśmiennych /źródło/

stare gadżety reklamowe

Kalendarzyk reklamowy Komunalnej Kasy Oszczędności w Rybniku, 1938 r.

 Figurka reklamowa fabryki Herzfeld & Victorius S.A w Grudziądzu

Figurka reklamowa fabryki Herzfeld & Victorius S.A w Grudziądzu /źródło/

Okazuje się, że gadżety reklamowe były popularne już w okresie międzywojennym. Zapraszam do przeczytania artykułu „Podarunki reklamowe” pochodzącego z czasopisma „Reklama” z 1930 r. Niesamowite jak mało się zmieniło w tej kwestii!

„(…) Pośród poszczególnych rodzajów reklamy zasługuje na specjalne omówienie reklama w postaci podarunków reklamowych. Zwłaszcza w ostatnich czasach ten rodzaj reklamy bardzo się rozpowszechnił i niektóre branże obsypują wprost swoich odbiorców najrozmaitszymi kalendarzami, notesikami, lusterkami, grzebieniami, scyzorykami, piórami, ołówkami i Bóg wie jakimi jeszcze najrozmaitszymi „niezbędnymi” przedmiotami.

Reklama tego rodzaju jest bardzo kosztowna. Przynosi tym firmom, które się zajmują wyrobem podarunków duże korzyści, ale czy także tym, które je rozdają? Kwestia pozostaje otwarta.

Jeżeli chodzi o wyroby masowe, to musimy jednak do pewnego stopnia odróżniać reklamę dla sprzedawców od reklamy dla konsumentów. Otóż jeden z aksjomatów reklamy dla produktów masowych brzmi: „Reklamę uskutecznia się dla konsumenta, a nie dla kupca – odsprzedawcy, gdyż kupiec będzie forsował taki artykuł, na którym najwięcej zarabia, a natomiast konsument zmusza go do prowadzenia artykułu, na który jest popyt.” Opierając się na tem, zresztą wielokrotnie sprawdzonem, orzeczeniu, musimy sobie zadać pytanie: Jaki cel osiągniemy przez wręczenie kupcowi reklamowego podarunku? Czy podarunek skłoni go do forsowania mego artykułu? Czy obudzi w nim przez to wdzięczność? Praktyka uczy nas, że nie, gdyż im więcej sprzedawca otrzymuje podarunków tem więcej żąda i jest przekonany, że należą mu się torebki, bloczki rachunkowe etc. W takich ilościach, by w ogóle ich nie potrzebował kupować. Z bloczkami, torebkami i materiałem do opakowania nie jest jeszcze najgorzej, gdyż docierają one do konsumenta i stanowią przynajmniej pośrednią reklamę. Ale weźmy np. scyzoryki, cygarniczki, ołówki, pióra lub t.p. Jeśli wręczymy je właścicielowi sklepu, to nie możemy przecież ominąć spoglądających zazdrosnem okiem subiektów, którzy w pierwszym rzędzie stykają się z klijentelą! Więc jakież ilości byłyby potrzebne, by choć częściowo zaspokoić zapotrzebowanie.

Sprawa reklamy podarunkowej dla konsumentów przedstawia się o tyle inaczej, że podarunek może faktycznie zachęcić do kupna towaru. Ale w tym wypadku staje się podarunek ukrytą premją, zwłaszcza jeśli otrzymanie tegoż jest uzależnione od kupna towaru. Może się też zdarzyć, że klient kupuje jedynie towar ze względu na podarek, więc obrót powiększy się jedynie w okresie rozdawania podarunków, a potem znów spadnie. Zdarzyć się również może,  że kupiec rozda podarki swoim uprzywilejowanym klientom, którzy reklamowanego towaru wcale nie kupują.

Oto są ujemne strony reklamy podarunkowej.

A dodatnie? – Bardzo nieliczne. Przypomina się firmę lub wyrób, lecz na bardzo krótko, gdyż już po bardzo krótkim czasie posiadacz przedmiotu nie zwraca na napis żadnej uwagi. „Więc jednak posiada podarek wartość reklamową! – powiedziałby zwolennik tego rodzaju reklamy, – a inne środki reklamowe nie mają wszak również nic innego na celu, jak przypomnienie marki oraz nazwy wyrobu!”

Prawda ta jest niezupełną, gdyż inne rodzaje reklamy, oczywista nie wszystkie, przytaczają argumenty skłaniające do kupna, a czyż podarunek posiada jakiekolwiek argumenty?

Mojem zdaniem – żadnych!

Wydawałoby się jednak, że jeśli tak wiele firm stosuje ten rodzaj reklamy, to musi on przecież posiadać swoje walory! Otóż walrów tych odnaleźć nie możemy i pozostaje jedynie przypuszczenie, że wchodzą tu w grę czynniki konkurencyjne i prosty pęd naśladownictwa. (…)”

Hugo Löwy
Artykuł pochodzi z magazynu Reklama. Organ Polskiego Związku Reklamowego, 1930 r. Nr 3